Carmageddon: Rogue Shift to pierwsza od ponad dekady odsłona ukochanej przez graczy (acz nie developerów) serii. I nie jest dobra. Choć próbuje kryć swoją ułomność nazywając się „spin-offem”, to nie obroni się nawet rozpatrywana bez marki, której przecież nikt autorom wykorzystać nie kazał. Problemem jest nie tylko, że „nie jest to Carmageddon”, ale też sam fundament na którym stoi projekt. Na dodatek, z tak skromną ilością zawartości trudno znajdować powód, by do niej wracać. Inne roguelite’y oferują chociaż coś po zakończeniu, które tu osiągnąć można w mniej niż 5 godzin zabawy…
Poprzedni artykułCairn to gra o wspinaczce… na dno?
Następny Artykuł Automat na kartridże! Recenzja Evercade Alpha





